Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić gwiazdę Polskiej Estrady XXI wieku, której spuścizna przetrwa dłużej niż geny Revina…
Oto ona!
Wielka Marta Grzechu Warta !
Składajcie jej pokłony, wysyłajcie dary losu, zaś Revinowi kondolencje!
Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić gwiazdę Polskiej Estrady XXI wieku, której spuścizna przetrwa dłużej niż geny Revina…
Oto ona!
Wielka Marta Grzechu Warta !
Składajcie jej pokłony, wysyłajcie dary losu, zaś Revinowi kondolencje!
Napisane w Uncategorized | Otagowane AQQ, iłi iłi iłi, Marta Grzechu Warta, Martaa, Poznajmy się, Revin | Komentarzy: 3 »

Właśnie dzisiaj mija 6 miesięcy, 25 grudnia. Dla niektórych to było normalne pół roku, przepełnione zmaganiami z codziennością. Cóż, dla mnie na pewno ‘normalne’ ono nie było.
6 miesięcy temu świat stracił prawdziwego geniusza. Kogoś, kto poświęcił całe swoje życie, by nauczyć nas kochać. Nauczyć wzajemnego, bezwarunkowego szacunku. Nauczyć pozbywać się ograniczających nas barier. Nauczyć nas nie tracić nadziei. Nauczyć nas po prostu być sobą. Naprawdę trudne zadanie sobie wybrał. Może takie było Jego przeznaczenie? Cóż, z pewnością mogę powiedzieć, że nigdy się nie poddał. Wiele razy upadał, lecz za każdym razem wytrwale się podnosił i walczył dalej, dla nas! Wiedział, że Go potrzebujemy i to co robił – robił dla nas. Każde “I love You” wypowiedziane było z niezwykłą szczerością, On naprawdę nas kochał i kocha wciąż. Nie pozwólmy, by te starania poszły na marne. Każdą cząstkę siebie oddał innym. Swoją muzyką, wierszami, całym sobą pomagał innym. Karmił głodnych, nawracał niewierzących, łagodził ból każdego człowieka. Mimo że ciałem już z nami nie jest to swą magią wciąż nas otacza. Jest każdym uśmiechem, promieniem słońca i kwitnącym kwiatem. Nie straćmy tej magii, tak wiele już zrobiła i tak wiele wciąż może zrobić.
Z mojej strony chciałabym powiedzieć tylko jedno…
Wyobrażam sobie jak wielką rolę w Twoim życiu odgrywaliśmy my, fani i chcę za wszystko podziękować. Za każdy uśmiech, każdą nutę, każde słowo. Dziękuję Ci, Michael.
Each time the wind blows
I hear your voice so
I call your name…
Whispers at morning
Our love is dawning
Heaven’s glad you came…
You know how I feel
This thing can’t go wrong
I’m so proud to say I love you
Your love’s got me high
I long to get by
This time is forever
Love is the answer
po prostu.
I wciąż pamiętam, że potrafimy latać.
Napisane w Uncategorized | 1 komentarz »

Tak siedzę w ciepłym pokoju, wyglądam przez okno i nachodzi mnie pewna myśl. Jaki to rzadki widok w dzisiejszych czasach widzieć rodzica z beztroską miną bawiącego się z dzieckiem na śniegu.
Taki drobiazg, a coraz trudniej ludziom znaleźć na to chwilę.
Święta, kiedyś czas, gdy rodzina może spędzić wspólnie kilka godzin, cieszyć się wzajemną obecnością i wspólnie śpiewać kolędy przy blasku lampek błyszczących na choince. Dzisiaj w większości domach to po prostu kolejny dzień wolny od pracy, szkoły, wymagający gruntownego sprzątania domu i katorgi w kuchni.
Przecież nie o to w tym chodzi.
Życzę Wam po prostu prawdziwych świąt, prawdziwych.
Napisane w Uncategorized | Otagowane mróz, sanki, śnieg, święta | 1 komentarz »

Przedstawiam Wam narzędzie zbrodni doskonałej XXI wieku. Taadaa!
Możecie owe narzędzie wykorzystać na tyle sposobów, na ile Wasza kreatywność Wam pozwala. Hm, tylko stosujcie pewne ograniczenia, bo wylądujecie jak ten Pan.
O ironio, ja chcę Go poznać…
Napisane w Uncategorized | Otagowane kłódka, morderstwo doskonałe, XXI wiek, śmierć | 1 komentarz »
Dzisiaj pozwolę sobie przedstawić Wam odrobinę twórczości niesłychanie zdolnego człowieka. Celowo daję jedynie tłumaczenie, aby każdy w pełni mógł zrozumieć. Niechaj Jego słowa poniosą Waszą wyobraźnię i wzbudzą do pewnych refleksji. : )
Chłopiec i Poduszka
Mądry ojciec chciał dać swemu synowi lekcję życia. “Tu jest poduszka pokryta jedwabnym brokatem i wypełniona najrzadszym gęsim pierzem na ziemi,” powiedział. “Idź do miasta i zobacz co możesz za nią osiągnąć.”
Najpierw chłopiec poszedł na targ, gdzie zobaczył bogatego handlarza pierzem. “Co dasz mi za tę poduszkę?” zapytał. Handlarz zmrużył oczy. “Dam ci 50 złotych dukatów, bo widzę że to rzeczywiście jest rzadki skarb.” Chłopiec podziękował mu i poszedł dalej. Następnie zobaczył żonę farmera, sprzedająca warzywa na skraju drogi. “Co dasz mi za tę poduszkę?” zapytał. Dotknęła jej i krzyknęła “Jaka ona miękka! Dam ci sztukę srebra, gdyż marzę o tym, by położyć moją zmęczoną głowę na takiej poduszce.” Chłopiec podziękował jej i poszedł dalej. W końcu zobaczył młodą prostą dziewczynę myjącą schody kościoła. “Co dasz mi za tę poduszkę?” zapytał. Patrząc na niego z dziwnym uśmiechem, odpowiedziała “Dam ci miedziaka, bo widzę że twoja poduszka jest twarda w porównaniu z tymi kamieniami.” Bez wahania, chłopiec złożył poduszkę u jej stóp.
Gdy dotarł do domu powiedział swemu ojcu, “Dostałem najlepszą cenę za twoją poduszkę.” I wyciągnął miedziaka. “Co?” krzyknął jego ojciec. “Ta poduszka była warta co najmniej 100 złotych dukatów.”
“To właśnie zobaczył bogaty kupiec” powiedział chłopiec, “ale był chciwy i zaoferował mi 50. Dostałem lepsza ofertę niż ta. Żona farmera zaoferowała mi sztukę srebra.”
“Zwariowałeś?” powiedział jego ojciec. “Kiedy sztuka srebra warta jest więcej niż 50 złotych dukatów?” “Kiedy jest oferowana z miłości,” odpowiedział chłopiec. “Gdyby dała mi więcej nie mogłaby nakarmić swoich dzieci. Jednak dostałem lepszą ofertę niż ta. Zobaczyłem prostą dziewczynę myjącą schody kościoła, która zaoferowała mi tego miedziaka.”
“Kompletnie straciłeś rozum,” powiedział ojciec, kręcąc głową. “Kiedy miedziak jest wart więcej niż sztuka srebra?” “Gdy jest ofiarowany z poświęcenia” chłopiec odpowiedział. “Gdyż pracowała dla swego Pana i schody Jego domu wydawały się jej bardziej miękkie niż jakakolwiek poduszka. Biedniejsza niż najbiedniejsi, wciąż znajdowała czas dla Boga. I dlatego dałem jej poduszkę.” W tym momencie mądry ojciec uśmiechnął się i przytulił swego syna, i ze łzą w oku wyszeptał, “Dobrze się nauczyłeś.”
Michael Jackson.
Napisane w Uncategorized | Otagowane 1992, Chłopiec i Poduszka, Dancing The Dream, Michael Jackson, poezja, The Boy and the Pillow | 1 komentarz »
- Kamyczek, kolejny jebany kamyczek… – pomyślała Linda przyglądając się zawartości swojego sitka. Od ponad trzech tygodni całe dnie spędza nad tą jebaną rzeką, wierząc, że powtórzy się historia pewnego mężczyzny, lecz z nią w roli głównej.
Dobre trzydzieści lat temu, tego słonecznego dnia, pewien młodzieniec wybrał się nad rzekę złudnej zdobyczy. Nie wiedział dlaczego tak ją nazywają i zbytnio go to nie obchodziło. Liczył się tylko dzień i natura. Położył się na lśniącej w słońcu zieleni trawy tuż nad brzegiem i zaczął wpatrywać się w toń wody. Jego zmysły rejestrowały wiele rzeczy. Ćwierkające ptaki, zapach fiołków, zalotnie goniące się ryby, wirujące rośliny. Chcąc poczuć się bliżej natury pospiesznie zdjął ubrania i wskoczył do rzeki. Po chwili, otworzył oczy, patrzenie pod wodą nie stanowiło żadnego problemu. Uważnie przyglądając się każdemu najdrobniejszemu kamykowi dostrzegł błysk, delikatny i tajemniczy. Podpłynął, by znaleźć źródło owego zjawiska. Okazało się, że był to maleńki kamyk, wziął go do ręki i wypłynął na powierzchnię. Zachwycony jego pięknem postanowił iść do złotnika, by dowiedzieć się czegoś więcej. Sprzedawca nie miał żadnych wątpliwości – był to diament. Chłopak sprzedał swoje znalezisko, by w końcu przeprowadzić. Dostał wystarczająco dużo, by kupić mieszkanie w dużym mieście i opłacić studia. Od tamtej chwili oddał się nauce bez żadnych trosk o zapłacenie rachunków czy czesnego. Był szczęśliwy i taki chciał pozostać na zawsze.
Cały absurd tej historii kryje się pod niezbyt pewnym źródłem jej pochodzenia, nie wiadomo czy owy mężczyzna żył i czy w ogóle dostał taki prezent od losu. Linda w to uwierzyła, aż za bardzo. Nikt nie był w stanie wyperswadować jej to.
Od chwili poznania owego mitu, dzień w dzień przeczesuje dno rzeki w poszukiwaniu czegoś cennego. Każdego wieczoru przeżywa rozczarowanie, a mimo to nie poddaje się, kolejnego dnia przychodzi znowu. Przysporzyło jej to wiele kłopotów, a nawet całkiem zrujnowało życie. Straciła pracę, a przyjaciele przestali się do niej odzywać. Została zupełnie sama w swoim świecie pełnym złudnych nadziei.
Przez długi, długi czas kontynuowała swoją pracę, także tego dnia. Robiła to co zwykle, jednak w innym miejscu, gdzie nurt rzeki był silniejszy, o wiele silniejszy. W pewnym momencie, kiedy usiłowała się odwrócić uderzyła głową w kamień z ogromną siłą. Polała się krew, a Linda straciła przytomność. Siła wyporu rzeki wypchnęła ją na powierzchnię, a prąd niósł dalej w dół rzeki. Po kilku godzinach pewien wędkarz odnalazł ją, wciąż była nieprzytomna. Natychmiast wyciągnął ją na brzeg, okrył swoją koszulą i zawiózł do szpitala. Lekarze bezzwłocznie powiadomili rodzinę. Przez wiele dni Linda nie odzyskiwała przytomności, jednak jej bliscy czuwali przy niej dzień w dzień.
Mijały tygodnie, miesiące, aż minął rok od wypadku. Jej stan był wciąż bez zmian. Tego dnia coś się zaczęło zmieniać, na lepsze oczywiście. Można było dostrzec delikatne ruchy powiek oraz skurcze mięśni dłoni. Czyżby się budziła…? Rodzina i przyjaciele czuwali w napięciu z coraz większą nadzieją. Ich modlitwy przyniosły cudowne skutek. Wybudziła się ze śpiączki.
- Gdzie… gdzie ja jestem?
- Jesteś w szpitalu. Potknęłaś się i spadłaś ze schodów. – lekarz natychmiast zaspokoił ciekawość pacjentki.
- Ale…ale… ja pracowałam, szukałam diamentów w rzece. – Linda zaczęła się rozglądać przypatrując każdej twarzy po kolei, wzrok utkwiła w twarzy matki. – A Wy mnie zostawiliście samą, nie chcieliście się do mnie odzywać. Myśleliście, że zwariowałam. – rozpłakała się, nie mogąc strawić złych myśli.
- Ależ córciu, nie opowiadaj głupot. Jesteśmy z Tobą cały czas. Tamtego dnia też byliśmy. Na imieninach Tomka spadłaś ze schodów, zawieźliśmy Cię do szpitala, gdzie powiedzieli nam, że wpadłaś w śpiączkę, na dokładnie rok.
- Ale… ale… ale… jak…
Linda nie mogła w to uwierzyć, nie wiedziała, co się stało. Czyżby rzeka, historia, to wszystko było wytworem jej walki z chorobą? W głowie wirowały miliony pytań, jednak nie miała czasu na zadanie ich, przemyślenie i odnalezienie odpowiedzi.
Otarła oczy i uśmiechnęła się z nadzieją, że to był tylko złudny, bardzo długi sen.
A czy Wy nie żyjecie w złudnym śnie, wierząc, że to tylko smutna rzeczywistość?
Napisane w Opowiadnia | Otagowane nadzieja, rzeka, szara rzeczywistość, szczęście | Komentarzy: 2 »
Drogie Panie (i Panowie? oO), która nie chciała mieć dużego, jędrnego biustu, który podoba się każdemu mężczyźnie? No właśnie…
Otóż znalazłam sposób, aby marzenia stały się rzeczywistością! Nie zmarnujcie okazji, przyłączcie się do grona szczęśliwych kobiet.
Metoda jest bardzo prosta.
Krok 1: Opisz swoje pragnienia na kartce i przyczep w widocznym dla Ciebie miejscu. Może na lodówce?
Krok 2: Zmierz obwód biustu i zapisz na kartce wyżej.
Krok 3: Ściągnij tę melodię na dysk i wrzuć na odtwarzacz, by zawsze mieć przy sobie.
Krok 4: Przez 10 następnych dni 20 razy dziennie, co 30 minut słuchaj powyższej melodii.
Krok 5: Ciesz się z wyników!
By całość dała widoczny efekt koniecznie musisz być dobrego nastawienia. Sceptyczne myślenie niweczy całość.
Teraz spróbuj opędzić się od mężczyzn…
Napisane w Uncategorized | Otagowane 5 kroków, powiększenie biustu, szybko i bezboleśnie | Komentarzy: 3 »

Tak, dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Pokoju. Niechaj nikomu nie stanie się krzywda z ręki naszej.
Bynajmniej dzisiaj.![]()
Niech każdy z Was podaruje jeden uśmiech swemu najgorszemu wrogowi. A może coś zmieni się na lepsze?
So… save the orphans.
Napisane w Uncategorized | Otagowane międzynarodowy dzień pokoju, save the orphans, we are the world. | 1 komentarz »
To dzieci są prawdziwymi obserwatorami tego świata.
~Mian Mian
Każdego dnia spiesząc, by wykonać swoje obowiązki, zatracamy się w świecie pracy, nauki, monotonnej codzienności. Nie ma tu miejsca ani czasu na obserwację, na docenienie zwykłych rzeczy. Ktoś się do nas uśmiechnął, powiedział dobre słowo, czy chociaż wspólnie milczał. Drobnostki. Tak małe, jednak jednocześnie tak ważne. Zagubione w dzisiejszym świecie.
Dzieci. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego patrząc w ich oczy dostrzegamy iskierki radości, podniecenia? Potrafią zwrócić uwagę na coś co dla nas jest już zupełnie oczywiste.
Zatrzymajmy się na chwilę, przysiądźmy na ławce w parku, obserwujmy. Przyjrzyjmy się jak liście wirują na wietrze, jak ptaki miłośnie ćwierkają, jak ryby pływają. Przyjrzymy się naszej codzienności i doceńmy, doceńmy wszyscy, co mamy, bowiem są także Ci, którzy nie mają nawet połowy tego.
Życie będzie piękne, jeśli tylko chcemy, by takie było.
Napisane w Uncategorized | Otagowane monotonia, radość, wieża melancholii, życie | Komentarzy: 3 »
Siła marzeń
Był to kolejny nudny dzień w szkole. Lekcje wlekły się niemiłosiernie. Na matematyce Mo nerwy puściły, wzięła swoje rzeczy i wybiegła z klasy. Idąc po pustych łącznikach, myślała, co teraz robi jej Bert – 16-sto letnia druga połowa. Skręciła w stronę swojej szafki. Otworzyła ją i zobaczyła przyklejony list na wewnętrznej stronie drzwiczek. Zdziwiła się, gdyż nigdy nie dostawała listów w taki sposób. Z niecierpliwością zaczęła czytać.
Droga Mo!
Wiem, że na pewno jesteś zdziwiona widokiem tego listu, ale nie martw się. Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.
Idź prosto do domu, przebierz się w najlepsze ciuchy, muszą być eleganckie i jednocześnie wygodne. Wiem, że nie masz podstaw i chęci mnie słuchać, ale zrób to, proszę. Limuzyna będzie czekała na Ciebie o godz. 16:30 na ul. Króla Popu. Chyba wiesz, gdziee to jest?! P.S. Miejsce, które Mike dobrze wspomina. Proszę, nie spóźnij się.
Chris.
Mo ogromnie zdziwiła się słowami napisanymi przez nieznaną jej osobę. Wracając ze szkoły do domu analizowała, co wie na temat owego tajemniczego człowieka. Wie, że jest on chłopakiem, gdyż podpisał list męskim imieniem Chris. Wie też, że jest on fanem albo zna (?!) Michaela Jacksona. Wiedziała też, że bardzo zależało mu, by przyszła na ową ulicę o wyznaczonym czasie. Nic więcej nie wiedziała. Doszła do domu, odłożyła plecak, wzięła ręcznik i poszła się myć. Kiedy była pod prysznicem, w trakcie mycia włosów zadzwonił dzwonek. Szybko spłukała szampon z włosów, owinęła się ręcznikiem i pobiegła otworzyć drzwi. W progu stał pracownik poczty, trzymający w rękach dość dużego rozmiaru paczkę.
- Dzień dobry. Czy zastałem Mo?
- Tak, to ja.
- Proszę, oto paczka dla Pani. Prosiłbym o podpisanie, o tutaj.
- Dziękuję bardzo. Do widzenia.
Mo nie wiedziała, co zrobić czy najpierw otworzyć czy dokończyć kąpiel. Nie wytrzymała. Otworzyła paczkę. Znalazła w niej piękną, satynową, czarną sukienkę od Gucciego, na której w okolicach klatki piersiowej znajdowały się piękne oczy. Znalazła też drugi list.
Droga Mo!
Znam Cię na tyle dobrze, aby wiedzieć, że nie masz w swej szafie nic eleganckiego. Tutaj masz sukienką projektowaną specjalnie dla Ciebie. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
Proszę, nie spóźnij się.
Chris.
Co to w ogóle miało znaczyć?! Sukienka z Michaelem, z satyny, za darmo i do tego projektowana przez samego Gucciego! Nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Spojrzała na zegarek. Jest 15:48. Musi się pospieszyć. Pobiegła do łazienki, szybko się umyła, uczesała ładnie włosy w stylowy kok, umalowała się i podekscytowana pobiegła założyć kreację. Była dobrana znakomicie do niej, jakby szyta na miarę. Dokładnie podkreślała jej duże piersi, wąską talię oraz idealnie ukrywała niedoskonałości. Przejrzała się w lustrze. Wyglądała niczym gwiazda chodząca po czerwonym dywanie, i tak się też czuła. Jednak nie wiedziała, co Chris dla niej zaplanował.
Na dworzu było ciepło, dlatego wzięła ze sobą tylko szal na ramiona. Wybiegła z domu kierując się na wyznaczoną ulicę. Miała 4 minuty na dotarcie. „Chyba zdążę” – pomyślała. Tak też się stało. Pod pomnikiem MJ’a zobaczyła czarną limuzynę, z czerwonymi wykończeniami. Zamarła w bezruchu. Z limuzyny wysiadł chłopak, był dość wysoki i wysportowany. Miał blond włosy do ramion i grzywkę zaczesaną na bok, swobodnie opadającą na niebieskie oczy. Mo uśmiechnęła się i podeszła do niego. Pragnęła, aby okazał się Chrisem.
- Cześć Mo. Chris prosił, bym po Ciebie podjechał. Wyglądasz… ahhh, olśniewająco.
- Cześć, dziękuję, ale… kim jest Chris? Kim Ty jesteś? I gdzie w ogóle jedziemy?
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.
- Ale ja chcę… – nie dokończyła, gdyż owy chłopak przerwał jej.
- Proszę, wsiądź już, bo się spóźnimy.
Mo wsiadła. Po kilkunastu minutach rozmowy ustaliła kilka nowych rzeczy.
1. Owy cud natury zwie się Maks.
2. Ma on 16 lat i pochodzi z Los Angeles. Tylko co robi w Polsce…
3. Od zawsze jest fanem MJ’a.
4. Chrisa zna od 13 lat.
5. Przed nimi długa droga.
Jednak na wiele pytań nie uzyskała odpowiedzi. Po 45 minutach jazdy znaleźli się w dziwnym miejscu. Było ono położone daleko od ludzi i wyglądało niczym Neverland, tylko tak jakby „polsko”. Mo czuła, że ogromnie ważne jest to miejsce.
- Maks, kiedy poznam Chrisa?
- Niebawem kochana, niebawem.
W tym momencie do limuzyny wsiadł bliźniaczo podobny do Maksa – Chris.
- Witam moja droga Mo. Hej Maks.
- Ale jak to.. jak… Wy…
- Tak Mo. Jesteśmy bliźniakami. – powiedział Maks.
- Wytłumaczcie mi o co w tym wszystkim chodzi! Natychmiast!
- No dobrze, skoro nalegasz – Chris zaczął opowiadać…
„Prawie 50 lat temu na ten świat przyszedł chłopiec o imieniu Michael. Był czarnym dzieckiem. Ogromnie utalentowany we wszystkich względach. Potrafi tańczyć, śpiewać, pisać wiersze, komponować muzykę, a co najważniejsze chętnie pomaga innym. Wraz z braćmi śpiewając w rodzinnym zespole zarabiał na cały dom. Ludzie dostrzegli jego talent. Nagrywał płytę po płycie, jednak kiedy miał 24 lata zaczął się zmieniać. Jego twarz, ręce, nogi, brzuch, całe ciało traciło czekoladowy kolor. Stawał się coraz jaśniejszy, co ukrywał pod grubym makijażem. Z czasem stał się po prostu biały. Ludzie osądzili go o wybielanie, o rasizm, co rzekomo miało być powodem zmiany koloru skóry. Michael bardzo ubolewał nad swoim losem, jednak nie poddał się. Dobrze wiedział, że Bóg hojnie go obdarował talentami. Pomógł mu zdobyć pieniądze, mimo skromnego życia dziecięcego. Nie poddał się. Nagrywał kolejne piosenki, płyty. Stał się królem. Wielu nienawidziło go za to, że jest, a mimo to nie poddał się. Oskarżano go o różne rzeczy, molestowanie seksualne, niszczenie dóbr ludzkich, dużo tego było. Mimo to, Michael żył dalej. Żył i pomagał innym. Ile to on pieniędzy oddał na rzecz głodujących w Afryce?! Tego nie da się zliczyć. Teraz ma już 50 lat i nadaj jest Królem. Naszym Królem, naszych serc. Był, jest i będzie!” …To tak w skrócie o Michaelu. Powiedz mi, co o nim sądzisz.
- Jeżeli to prawda, co powiedziałeś to jest on ideałem człowieka, który ma w sobie moc, aby zmieniać świat i jakiś byle powód nie sprawi, że się podda.
- W moich słowach jest sama prawda.
- Chris, Maks, ja chcę go poznać!
- My też byśmy chcieli, nawet nie wiesz jak bardzo. Wiemy jedno: Michael kocha wszystkich swoich fanów, niezależnie od koloru skóry, od religii, wyglądu, od niczego. W jednej jego piosence padają słowa: „If you’re thinkin’ of being my brother, it don’t master if you’re black or white”. Michael nie chce popełnić błędu, który popełnili ludzie względem niego.
- Dajcie mi jego płyty, jakieś koszulki z nim. Wszystko, co możecie mi dać.
- Dobrze, chodź z nami do naszej Nibylandii.
- Dlaczego „Nibylandia”?
- Dlaczego? Michael ma swój Neverland, czyli po polsku Nibylandia. Cały czas siedzi w nim mały dzieciak, kochający Myszkę Mickey oraz Disney’a.
- Dlaczego ja o nim wcześniej nie słyszałam?
- Tego nie wiem. Teraz na pewno się poprawisz.
Żadne z nich nie powiedziało nic więcej. Mo dostała płyty i inne gadżety. Wróciła do domu, przebrała się w nową pidżamę z Michaelem i poszła spać. Długo nie mogła zasnąć, lecz po tym jak się udało, śniła o spotkaniu z nowo poznanym artystą.
Weekend zleciał jej strasznie szybko. Tylko słuchała piosenek, oglądała teledyski i czytała książki o nim. Coraz bardziej fascynowała się, jednak horror miał zacząć się dopiero w poniedziałek.
Tego dnia obudziła się o 6:45. Śniły jej się okropne głupoty. Wstała z łóżka, uszykowała Michaelowe ciuchy i poszła się myć. Mieszkała z koleżanką, lecz ta wyjechała na trzy miesiące do Rosji. Szybko się doprowadziła do ładu i składu, umalowała i zaczęła układać włosy. Do dopełnienia stroju brakowało jej czarnych loków. Włosy miała kruczo czarne, więc wystarczyło zrobić ładne loki. Do szkoły szła na 8:45 i miała 5 lekcji. Doszła do niej już o 8:15, więc postanowiła posłuchać muzyki. Włożyła słuchawki do uszu i…
… i jej ciałem wstrząsnęła niesamowita energia. Zaczęła tańczyć nie zważając, że obok jest cała jej klasa i patrzy się wprost na nią, jak na debila, kolokwialnie. Z głębokiego stanu euforii i podniecenia wybudził ją dopiero dzwonek na lekcje. Schowała mp3-kę do torby, poprawiła ciuchy i ruszyła w stronę sali od matematyki. Czuła na sobie wzrok ludzi. To było niczym w porównaniu do tego, co miały się stać. Na każdej lekcji Mo była pytana o cel swojego stroju, a ona zawsze opowiadała im o życiu swojego idola w małym skrócie. Często rówieśnicy wyśmiewali ją, a jej idola nazywali pedofilem. Nie było to miłe dla niej, nie rozumiała dlaczego tak mówią. Miała ochotę zdjąć wszystkie ciuchy i stać się dziewczyną biegającą za piłką po boisku. Chciała znowu być zwykłą, szarą myszką. Zadzwoniła do swojego chłopaka i umówiła się z nim w kawiarni za rogiem za 15 minut. Nie miała, więc czasu iść do domu w celu zmiany stroju, więc poszła na spotkanie ubrana od stóp do czubka głowy „w Michaela”. Usiadła przy stoliku, zamówiła mrożoną herbatę i czekała na swego wybranka. Mijały sekundy, minuty, aż minęła godzina, a Berta jak nie było tak nie ma. Już miała wychodzić, kiedy nagle stanął przed nią nieznajomy chłopak. Był on niskim chłopakiem o ciemnych włosach i piwnych oczach.
- Ty jesteś Mo, tak?
- Tak, a Ty kim jesteś?
- Jestem Denis – przyjaciel Berta. Prosił mnie, abym przekazał Ci ten list.
- A gdzie on jest?! Dlaczego nie przyszedł?!
- Tego nie wiem. Muszę lecieć. Pa!
- Pa…
Kochana Mo!
Wiem, że źle zrobiłem dając ten list Denisowi, ale mam nadzieję, że mnie zrozumiesz.
Kiedy ujrzałem Cię w tych lokach, dziwnych strojach i głoszącą o tym pedofilu to po prostu nie mogłem tego tak zostawić.
Kocham dawną Mo…
Jeżeli coś się zmieni daj znać.
Tymczasem…
Z nami koniec…
Bert.
Mo rzuciła się do wyjścia. Łzy spływały jej po twarzy rozmazując cały makijaż. Pobiegła prosto do domu. Rzuciła się na łóżko i nie starając się opanować pogrążyła w głębokiej rozpaczy. Bardzo kochała Berta, lecz bardzo też kochała Michaela. Jak widać obu tych spraw nie mogła połączyć. Musiała wybrać. Rana bardzo bolała. Przypomniały jej się słowa Chrisa: „Michael bardzo ubolewał nad swoim losem, lecz nie poddał się.” Słowa te dudniły jej w głowie bez opamiętania. Postanowiła, że zrobi wszystko, aby przekonać ludzi do niego, aby zniszczyć plotki, aby być godną fanką oraz zrobi wszystko, by spotkać się ze swoim idolem. Kolejnego dnia w szkole było ciężko. Ludzie coraz bardziej z niej drwili, kierowali złośliwe uwagi do niej. Wystarczyło 15 minut, aby cała szkoła pokryła się zdjęciami, plakatami i koszulkami z Michaelem. Ludzie byli zdziwieni, że ich szkoła tak szybko zmieniła swój ‘wygląd’. Taką właśnie siłę miała Mo, aby zmienić myśli ludzi. Wiedziała, że nie będzie łatwo, ale miała dobre myśli i nadzieję. Znajomi, jak i osoby, które pierwszy raz widzi pytały ją po co to robi. Odpowiadała, że chce pokazać światu prawdę. Nikt jej nie rozumiał prócz Maksa i Chrisa. Tylko oni robili to co ona i tylko oni wielbili tego kogo ona wielbiła. Było to trudne. Wiedziała po co to robi, jednak nie była pewna czy tego tak naprawdę chce. Musiała się przekonać. Co do Berta to była pewna, że osoba, z którą spędzi resztę życia, musi zaakceptować ją niezależnie od tego kim jest i co robi. Tego była pewna. W swojej szafie znalazła kolejny list.
Droga Mo!
Razem z Maksem widzieliśmy, co wyprawiasz w szkole.
Wiedz, że jesteśmy z Ciebie dumni. Jednak musisz poszerzyć obszar działania i dać z siebie 100% więcej. Spotka Cię ogromna nagroda.
Chris
Mo dawała z siebie coraz więcej i coraz więcej traciła. Mijały dni, tygodnie, miesiące. Minął rok. Jej życie stało się jednym, wielkim ubóstwianiem ‘boga’. Żyła Michaelem. Budziła ją jego muzyka, mówiła dobranoc jego muzyka i wszystko dookoła było nim. Była fanką jaką każdy chciał mieć, lecz nie przyjaciółką. Straciła wszystkich przyjaciół oprócz trójki najważniejszych. Miała twórczość Michaela, Chrisa i Maska. Miała takie chwile, kiedy chciała się poddać, jednak wtedy Chris powiedział coś ważnego.
- Prawdziwa odwaga polega na tym, by żyć i cierpieć, za to w co wierzysz.
Od tamtej chwili Mo zawsze już była wierna swemu idolowi, mimo że czuła się taka samotna. Czy naprawdę była fanką? Czy może już zmieniła się w fanatyczkę? Czy przekroczyła tę jakże cienką linię między fanowaniem, a fanatyzmem? Cóż, niech każdy z Was przemyśli to sam. Czy chcielibyście, by Wasze życie tak wyglądało?
10 lat później.
Mo spotkała kolejnego fana. Po długich chwilach spędzonych wspólnie, David oświadczył jej się. Rok później wzięli ślub, dziecko było w drodze. Ich marzenia spełniały się. Wkrótce po ślubie poznali Michaela na jego koncercie. Wyróżnił ich, zaprosił na scenę i podziękował za wszystko, co zrobili. Mo była szczęśliwa i pełna dumy, że nigdy nie zwątpiła w niego. Zaś każdemu człowiekowi, którego spotkała mówiła:
„Jeżeli znajdziesz w sobie siłę, aby spróbować zmienić świat, Twe marzenia się spełnią.”
Jej marzenia się spełniły…
Napisane w Opowiadnia | Komentarzy: 2 »